Drogi Przybyszu, w te strony lepiej przychodzić rzadko i zawsze pod odpowiednim natchnieniem, i tylko wtedy, gdy już nic nas nie nagli. Lepiej też nie czytać za dużo na raz. Z resztą istnieją lepsze rzeczy niż czytanie, a są to: myślenie, rozważanie, medytacja i kontemplacja. Na samym początku najlepiej zacząć od wpisu: "Nuty a muzyka". Gdybym miał zaś wybrać wiersz najbardziej "reprezentatywny", z nienadmiernym zdecydowaniem wskazałbym na "ISTNIENIE!", a z jeszcze mniejszym na "Na dnie serca". ks. Wojciech Wasiak
Mam 33 lata
i już nie biegam z radości jak oszalały
po udzielonym rozgrzeszeniu
ani nie roztaczam wizji podboju świata
albo osiągnięcia mistrzostwa w czymś tam
i tylko te alkohole mi smakują
i te słowa mnie poruszają
które były poddane długiej
maturacji
Kiedyś z wygody (czy jak się mówiło – z braku czasu) na seans filmowy wybrałbym pierwszy lepszy multipleks żeby spędzić czas z kumplami
Teraz nie mogę porzucić tęsknoty za małym kameralnym kinem z wieloma plakatami na ścianach i kawiarnią obok z książkami-rekwizytami w której można siedzieć potem długo i gadać z przyjacielem
Nie mam dużo czasu
ale już nie latam
nie biegam
nie skaczę
potrzebuję tylko cichego ukrycia
by móc właściwie przecedzić czas
jak mówił psalmista:
Panie, moje serce nie jest już wyniosłe
i nie wznoszę w pysze mego wzroku
nie gonię za tym, co jest wielkie
ani za tym, co przewyższa moje siły
Uspokoiłem, wyciszyłem moją duszę
tak jak dziecko w ramionach swej matki
Czas przyspieszył ostatnio bardzo i zostawił mi to co Najważniejsze w tym jednym wielkim Teraz
Pośród kłębowiska oczu
i uszu
tyś jedna miała oblicze
Nie przesadzam
Tyś jedną z tych postaci
które gdy zamykają oczy
z ich powiek spływają
ławice obrazów
ja je niemal widzę
wyraźnie, mocno
jak rysy twojej twarzy
Nie będzie
dane nam się poznać
i nie sądzę
że to źle
Wiem już, że
nasycenie
to jedno jedyne prawdziwe
jest możliwe
tylko w tej samotności
w której jest Bóg
i w tych relacjach
w których jest Bóg
Jednak wiem też, że
gdy cię spotkam kiedyś
przypadkiem
warkocze twoich opowieści
od razu
splotą się z moimi
Zatem to spotkanie
jest rozstaniem
ale to nie ma znaczenia:
jakie to piękne
że ty będziesz istnieć
ty musisz po prostu istnieć
i być dumna
z tej jednej
jedynej
rzeczy
że jesteś
Chciałbym uczynić z serca duży, wolno zniżający się ku spodowi lejek i spojrzeć na niego z góry by zobaczyć ku czemu zmierza
Nie wiem tylko co chciałbym albo mógłbym tam głęboko na dnie przez okno serca kiedyś zobaczyć
Może łzę Czyjąś wylaną gdy mnie nie ma
a może moją łzę spływającą w pogoni za Kimś
albo posturę Czyjąś a w niej mój kontur kształt utkany z mojego żebra albo z dłoni będący jakby moim terytorium zamorskim gdy oceany będą mnie oddzielać od Kogoś
a może ważniejsze jest odnaleźć między moimi żebrami i pielęgnować kontur Czyjś
Czyż nie byłoby też pięknie zobaczyć na dnie spojrzenie Czyjeś przenikliwe - by zobaczyło prawdę moich dziwactw i wyrozumiałe - przed którym nie musiałbym udawać, spojrzenie które byłoby potem przystanią moich myśli zbłąkanych?
W każdym razie wszędzie pojawia się dystans Czy zatem bez niego można sobie w ogóle wyobrazić miłość? Czy miłość nie jest czczeniem, celebrowaniem dystansu do osoby kochanej (jako jej elementu istotnego)?
I czy można go nazwać zatem dystansem pozornym? a miłość samą Boskim przedsionkiem wiecznego spełnienia?
Spacer powolny, uśmiech napotkanych ludzi,
drzewa wysmukłe i żółwie pływające w stawie,
który mijam
To jest nawet ciekawe zjawisko
gdy ich lśniące zbroje
ledwo wystające nad taflę wody
przemieszczają się chaotycznym ruchem
nie rozumiem ich rytuałów
czemu podpływają do siebie,
stykają się pyszczkami, wchodzą jeden na drugiego
i właściwie
po co w ogóle pływają?
ktoś to kiedyś zbadał?
Wszystko.
Nawet sandały, które kupiłem niedawno, bo są ładne, skórzane, czarne – zawsze chciałem takie mieć Przypominają mi rzymskie sandały, które pamiętam z książek historycznych Co prawda … nie podobają się mojemu bratu, nie wiem dlaczego, ale dla mnie są ładne i takie trochę rzymskie
Nie ma Cię tu ze mną.
Widzisz
a ożywiasz wszystko.
Między buntem a rezygnacją ścielą się miriady odcieni jak jesienne liście
Czyż to nie zastanawiające? bunt, sam w sobie bunt, to zaangażowanie w życie które znosi jego akceptację jest doprawdy daleko na samym krańcu bynajmniej nie jest bestią czyhającą w zaroślach na jeden tylko fałszywy krok by runąć znienacka
Podobnie jest z rezygnacją z tą akceptacją życia która znosi jakąkolwiek formę zaangażowania w nie Zbliżania się do niej nie da się przyrównać do kroczenia ku przepaści ale jeśli już to do bagnistej łąki w którą można się osunąć dopiero po serii fałszywych ruchów
Między buntem a rezygnacją ich rozpaloną czerwonością i bezkresną szarością mieszczą się różnorodne odcienie rzeczy codziennych
Bo Za każdym razem, gdy świat przekracza granicę naszej skóry znajduje jakiś zakamarek duszy w którym zostawia Liść liść, który ma swój odcień liść, który sam w sobie jest niczym
Gdy ja przekraczam granicę mojej skóry odbywa się to samo misterium: biorę liść i umieszczam go gdzieś w swoim wnętrzu
Bunt i rezygnacja nie są pierwotne biorą się z nieporządku liści z zakłócenia świętej równowagi codzienności
To, co otrzymuję od życia to, co daję życiu mieści się w miriadach odcieni liści jesiennych
Wiele rzeczy można było zrobić lepiej ale kto by się nad tym zastanawiał?
Wielcy ludzie – Freud, Heidegger i inni mają swoje ważne sprawy nie zamierzamy im przeszkadzać
Kiedyś miałem uroczą maskotkę misia – zupełnie niepotrzebnie wydłubałem mu pewnego razu oczy
Raczej w kategorii żalu umieściłbym uczucie pozostałe po zrzuconych pelargoniach z parapetu i po paru zbitych piłką szybach
Innym razem wrzuciliśmy mirabelki przez otwarte okno gabinetu dentystycznego podczas zabiegu - to nie było do końca rozsądne
Były też drobne poruszenia duszy takie czyste, niewinne i piękne że chciałoby się, żeby trwały długo ale one zawsze trwały krótko
A wyłuskane z marzeń sennych ideały jakoś nigdy nie imały się rzeczywistości do końca Może je zdradziłem? Byłem im niewierny? Starałem się niewystarczająco? Żaden z duchów w mojej głowie nie stawia już tych pytań
Wiele rzeczy można było zrobić lepiej na pewno - no i co z tego?
Panie Jezu, daj mi to spojrzenie, którym patrzyłeś na apostołów, ślepców i grzeszników bym wiedział co począć z listowiem rzeczy nazbyt łatwo widocznych.
Jawi się jako spokojne kłębowisko ludzie w samochodach, na ulicach, placach komponują się w konstelacje niebo, światła różnorakie muskają ten ruch neutronowy który wytwarza ludzka twórczość
Oni raczej tego nie widzą może nawet klną pod nosem na przechodnia obok że ktoś depcze czubek ich buta między grudami zmarniałej gleby nie słyszą i nie czują że tuz obok z boku i w górze wzbija się w niebo kometa jedna za drugą i umiera a drzewo niewidzialne koronami liści wyłuskuje z nieboskłonu warkocze świetliste
My musimy im to powiedzieć że pod chmurnym horyzontem są piękni że w ich ruchach szarpanych jest taniec
Ty który widzisz będziesz ich prorokiem w chłodne wieczory witanym i wypędzanym zarazem
Czasami dzieje się tak,
że jesteś bardzo pochłonięty
i nie wiadomo do końca czym
kłębią się myśli w twej głowie
sens i cel jest przeczuwany tylko mgliście
a za oknem na gałęzi siada
między skowronkami, no właśnie,
nie wiadomo do końca kto- on, On, Coś, coś
nie ważne, w każdym razie siada
między skowronkami na gałęzi, za oknem
tak niewidocznie, spokojnie
i patrzy wraz z nimi, śpiewa
może nawet wtedy jest wiosna
i gałąź zielona, rozkwitająca
Ale ty nie widzisz skowronków
i tym bardziej tego nie wiadomo czego,
które wśród nich zasiada
Czasami dzieje się tak,
że jesteś skrępowany w swoim działaniu
i wiesz dokładnie czym,
ale to nie pomaga w niczym
i nie możesz robić, czego chcesz
a w kominku między iskierkami
pojawia się znowu to coś, Coś, On, on,
nie wiadomo co do końca,
ale to nie iskierka na pewno,
choć też jak one skacze, tańczy
i sprawia nastrój
i jest tutaj między nami
i naprawdę już tu jest
Ale ty nie spoglądasz w kierunku kominka,
iskierek, tego czegoś, Kogoś, a nastrój
sam sobie sprawiasz
Często jesteś zamknięty i nie widzisz tego, nie wiadomo czego, Kogo gdybyś był ubogi w duchu poczułbyś tę pustkę innego rodzaju, przed którą wciąż się wzbraniasz, a która jest przedsmakiem pełni
Ubogi w duchu to ten,
który usuwa z siebie to, co w nim jest,
by przygotować się na to, na co nie da się przygotować
na to coś, Coś, Kogoś, kogoś…
Powyższy cytat jest częścią
popularnego żartu, który mógłby być z powodzeniem uznany za symbol nieufności
wobec rzekomo „niejasnej” pracy biblistów. Sądzę, nie bez podstaw, że pewna
część księży (być może też wiernych świeckich) odznacza się niechęcią do
„rewelacji” współczesnych badaczy Pisma, którzy mieliby podważać podwaliny
wiary w Słowo Boże. Niemałą rolę w powstaniu tej podstawy odegrała ciesząca się
wręcz ponurą sławą metoda historyczno-krytyczna. Wydaje się, że bibliści znajdujący
w niej upodobanie za swój jedyny cel mają poddanie w wątpliwość historyczności
kolejnych wydarzeń czy postaci biblijnych. Niektórzy z krytyków owej metody posiłkują
się rozważaniami kardynała Ratzingera, który wskazywał parokrotnie na jej
ograniczenia. Jednakże, co jest istotne: nigdy nie podważał zasadności jej
istnienia, twierdząc, że jest absolutnie niezbędna w dzisiejszej biblistyce.
Nieufność wobec egzegezy współczesnej dobrze obrazuje poniższy cytat z artykułu
polskiego teologa: „Trzeba wlać ducha w biblistykę. Potrzebne jest nowe
otwarcie, które powinno pójść w kierunku syntezy nauki i duchowości. […] Czas
odejść od bożka nauki ku wypróbowanej drodze Kościoła, którą jest duchowość.
[…] potrzebne jest integralne spojrzenie na biblistykę. Wlanie ducha w tego
trupa”.[1]
Jednakże, odnoszę wrażenie, że krytycy biblistów mają nie zawsze aktualne dane.
Pokusa naukowości była rzeczywiście silna w egzegezie, ale lata temu. Jeden z
profesorów Biblicum opowiadał mi, że w latach 70’, 80’ starano się za wszelką
cenę wykazać na uczelni „naukowość” podejścia do Biblii. Dziś, jednak, nie
wydaje się to być zagrożeniem tak silnym czy powszechnym jak kiedyś. Podobnie
„złowróżbna” metoda historyczno-krytyczna nie występuje już w takiej postaci
jak ją stosował Bultmann. Zresztą, jak to pamiętam z okresu studiów
licencjackich na Biblicum, obecnie kładzie się nacisk na stosowanie każdej
dostępnej metody, która może być użyteczna w analizie tekstu. Opisywana metoda
nie jest już jedyną czy uprzywilejowaną pośród innych.
Tytułowy cytat mógłby być również
symbolem nieufności wobec egzegezy z zupełnie innego względu, mianowicie ze
swojego kontekstu historycznego. Nie znalazłem tego w żadnej literaturze
przedmiotu, ale zdaje się, że wspomniany żart głoszący, że anioł Gabriel by
uspokoić Maryję powiedział w scenie zwiastowania: „Nie bój się, jestem tylko
rodzajem literackim”, powstał w latach 60’ zeszłego wieku. Wiąże się on ze
smutnym epizodem, kiedy to Święte Oficjum nałożyło zakaz wykładania Pisma
Świętego na dwóch wybitnych, jezuickich profesorów Papieskiego Instytutu
Biblijnego: o. Stanislasa Lyonneta oraz o. Maximiliana Zerwicka.[2]
Było to w roku 1962 jeszcze za pontyfikatu Jana XXIII. Pierwszy z wymienionych
napisał artykuł na temat zwiastowania, zatem jest prawdopodobne, że właśnie w
tym czasie kontrowersji wobec gatunków literackich Biblii zrodził się ów
dowcip. Paweł VI dwa lata później przywrócił do łask zawieszonych w nauczaniu
profesorów, w obronie których wystąpiło wielu biblistów. Ojciec Lyonnet został
nawet później mianowany konsultorem Kongregacji Doktryny Wiary.
Wiele czasu upłynęło od tych
wydarzeń. Biblistyka zmieniła się w tym czasie znacząco. Nie jest moją intencją
zajmować się szczegółowo każdą metodą biblijną, ale przedstawić krótką historię
nurtów wiodących ze szczególnym naciskiem na najnowszy sposób podejścia do
Biblii – narratologię. Pamiętam doskonale moją dezorientację z początków
seminarium duchownego, jeśli chodzi o mnogość metod biblijnych:
synchronicznych, diachronicznych, intertekstualnych, itp. Mówiliśmy o nich dużo
i w zasadzie żadnej nie zastosowaliśmy w praktyce, nie mówiąc nawet o ich
przydatności w pracy duszpasterskiej. Punktem wyjścia dla naszych rozważań
będzie krótka rozmowa ze znajomym księdzem, Włochem pracującym w Watykanie,
który, bynajmniej, nie aż tak dawno doktoryzował się z patrystyki. Ostatnio
wspomniałem mu o podejściu „narracyjnym” czy „narratologicznym” do Biblii. Na co
odpowiedział: „narratologia? pierwsze słyszę, 15 lat temu, gdy studiowałem inne
metody były w modzie. Doprawdy, w biblistyce panują różnego rodzaju ‘mody’.” To
stwierdzenie dobrze oddaje stosunek do biblistyki panujący wśród duchownych.
Bierze się on często z niewiedzy i z niezrozumienia pracy egzegetycznej. Owa
nieufność była obecna w latach 60’ zeszłego stulecia jest też obecna i dzisiaj.
Niniejszy przyczynek ma za zadanie uczynić, choć w małym zakresie, bardziej
zrozumiałą biblistykę współczesną.
Przede wszystkim, jeśli rozumiemy
modę jako krótkotrwałe upodobanie pewnej nowości w jakiejś dziedzinie to z
pewnością w biblistyce nie istnieją mody. Co bardziej znaczące zmiany w
egzegezie pochodzą z odkryć archeologicznych albo lingwistycznych, a nie na zasadzie
kaprysu jakiegoś biblisty. Z tego powodu, na przykład, bardzo doniosłe
znaczenie dla rozumienia hebrajskiego miało odkrycie języka ugaryckiego czy wcześniej
akadyjskiego. Opracowanie literatury babilońskiej również posiadało niemałą
wartość. Metody biblijne, natomiast, nie następowały po sobie na zasadzie
przypadku, ale były efektem ewolucji, kiedy to dostrzegano granice jednego
podejścia i potrzebę jego uzupełnienia.[3]
Prawdą jest, że przez bez mała wiek metoda historyczno-krytyczna była
dominującą. Jej zadaniem było zrekonstruowanie historycznych okoliczności, w
których powstał tekst biblijny. Pytania przynależące do owego podejścia są jak
najbardziej słuszne: kiedy został napisany dany tekst? przez kogo? w jakich
okolicznościach? kto jest adresatem listu? itp. Dzięki temu podejściu stała się
możliwa datacja NT, jak na przykład dzięki odkryciu notatki Galliona,
prokonsula Achai z roku 51-52 po Chr. dzięki czemu można było datować 1 i 2
Kor, a także cały NT. W łonie metody historyczno-krytycznej zrodziła się
krytyka źródeł (Source criticism), która brała pod uwagę różne możliwe źródła z
tradycji ustnej czy pisemnej stanowiące bazę dla autorów biblijnych. Jak to z
każdą metodą bywa, także krytyka źródeł posiada swoją chwalebną przeszłość. Słynny
podział na cztery źródła pięcioksięgu (J-Jahwista, E-Elohista,
D-deuteronomista, P-źródło kapłańskie) zawdzięczamy temu podejściu do lektury
Biblii.[4]
Nawet jeśli czasem stosowanie tej metody prowadzi do wątpliwych konkluzji, do
dziś jest ona ważnym elementem pracy egzegetycznej.
W łonie samej metody historycznej
zrodziło się przekonanie, że w badaniu Biblii trzeba czegoś więcej. Nie oznacza
to bynajmniej, że owa metoda zawiodła albo że jej rezultaty były bez znaczenia.
Zdano sobie po prostu sprawę, że brakuje studiowania Biblii jako dzieła
literackiego. Wraz z tą świadomością, Pismo Święte przestało być w pierwszym
rzędzie „dokumentem” do badania naukowego, przedmiotem badań dla teologów, ale
literaturą. Przecież, ewangeliści nie pisali traktatu filozoficznego, ale
opowieść o Jezusie. Wielkie prawdy teologiczne zostały zamknięte w formie
opowiadania. Zaczęto rozróżniać różne rodzaje literackie obecne w Biblii. Z
tego połączenia metody historyczno-krytycznej, zwłaszcza krytyki źródeł i
krytyki literackiej zrodziła się krytyka form (Formgeschichte), która
rozpoczęła poszukiwanie czegoś, co wyrażamy słynnym terminem – „Sitz im Leben”.
Nieodzownie łączą się te pojęcia z twórcą tej metody i wielkim erudytą, którym
był Herman Gunkel. Ów romantyk (nie w sentymentalnym sensie tego słowa, ale przedstawiciel
hermeneutyki romantycznej) podkreślał rolę intuicji, wrażliwości i piękna w
czytaniu Biblii. „Egzegeza jest w najwyższym sensie bardziej sztuką
niż nauką.” („Exegese im höchsten Sinne ist mehr eine Kunst als eine
Wissenschaft”) – mawiał. W tym czasie analizowano przede wszystkim poszczególne opowiadania,
perykopy w izolacji od całości dzieła. Pytaniem naczelnym było: do czego
zapraszają czytelnika poszczególne fragmenty w Biblii w swojej szacie
literackiej? Jakiej odpowiedzi, reakcji od czytelnika oczekują? Jaką strunę w
naszym sercu i umyśle poruszają? “Wer Jesaja erkläre müsse träumen er sei Jesaja“(„kto
objaśnia Izajasza, musi śnić, wyobrażać sobie, że jest Izajaszem”) – oto następny
z aforyzmów Gunkla.
Następnym krokiem w rozwoju egzegezy
była krytyka redakcji (Redaction criticism). Formgeschichte jakby podświadomie
traktowała autorów biblijnych jako „kolekcjonerów” opowieści, źródeł, z których
korzystali. Krytyka redakcji zaczęła dostrzegać, że, przecież, istnieje pewna
myśl ogólna, która spina w jedną, spójną całość poszczególne perykopy. Innymi
słowy: autorzy biblijni byli autorami w pełnym sensie tego słowa. Nie zbierali
tylko zasłyszanych informacji skądinąd, ale przekazywali swoją teologię.
Aranżacja perykop w spójną całość jest ich autorskim projektem, dlatego należy
poddać szczególne analizie te fragmenty Pisma, które noszą znamiona
„redakcyjnej” działalności autora, by móc zobaczyć jego intencję, myśl
przewodnią i teologię, którą wyznaje. Bardzo blisko krytyki redakcji jest
intrygujące i dziwne słowo – narratologia. Jednakże, zamiast podawać definicję
i teorie „narratologiczne” przejdźmy do czytani Biblii.[5]
Prezentacja Jezusa w
świątyni– Łk 2,22-40
Scena
ofiarowania w świątyni jest pięknym i jakby niedocenianym fragmentem ewangelii
dzieciństwa.[6] Wersety 22-24 stanowią wprowadzenie
do opowiadania. Szczególnie werset 22 nadaje ton całemu opowiadaniu:
Gdy
potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do
Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu.
Wiemy
od razu co jest celem, a w zasadzie celami podróży: oczyszczenie oraz
przedstawienie Jezusa Panu, które jest celem nadrzędnym. Trudno jest zrozumieć,
jednakże, co by mogło oznaczać „ich” oczyszczenie, ponieważ jakkolwiek
oczyszczenie matki po porodzie od nieczystości rytualnej jest absolutnie
zrozumiałe, to nie znajdujemy w Biblii ani jednego przypadku „oczyszczenia”
pierworodnego syna albo ojca dziecka. Oczyszczenie matki dokonywało się w
Jerozolimie, ale obecność dziecka nie była w tym momencie potrzebna. Poza tym,
„ofiarowanie Jezusa”, a w sensie technicznym poprawnym terminem byłoby
„odkupienie” (Wj 13,1-2.11-16; Lb 18,15-16; również termin na użycie
oczyszczenia Maryi nie jest terminem technicznym) nie musiało się odbyć w
Jerozolimie, ponieważ nie zawierało w sobie żadnego rytu świątynnego (co jest
tym bardziej zdumiewające w kontekście w.27 „Za natchnieniem więc Ducha
przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim
według zwyczaju Prawa”). Wymagało, natomiast, ofiary pięciu szekli, o której
nie ma mowy w opowiadaniu, mimo że ewangelista wspomina o ofierze za
oczyszczenie. Aby znaleźć odpowiedzi na te kwestie, czytelnik musi przebrnąć
przez całość opowiadania. W każdym razie, przeczytawszy wstęp do narracji, oczekujemy
dwóch rzeczy, które mają się dokonać zgodnie z Prawem Mojżeszowym: ofiarowania
Jezusa Panu oraz oczyszczenia Maryi.
Historia rozwija się zaskakująco. W
następnych wersetach 25-35 główną postacią jest Symeon. W następnej scenie (ww.
36-38) dominuje inna postać przedstawiona pieczołowicie czytelnikowi- prorokini
Anna. Zakończenie opowiadania (ww. 39-40) zapewnia czytelników, że wszystko
dokonało się zgodnie z prawem Pańskim, cała rodzina wraca do Jerozolimy, Jezus
wzrasta w łasce. Jednakże nie mamy oczekiwanego opisu ani rytu oczyszczenia,
ani momentu prezentacji Jezusa. Mimo, że autor zapewnia nas, że wszystko
dokonało się zgodnie z prawem Mojżeszowym aż pięć razy (3 razy we wprowadzeniu
ww.22.23.24 oraz w.27 i w zakończeniu- w.39; jednak używa różnych określeń –
prawo Mojżeszowe, Pańskie, zwyczaj prawa) nie zamieszcza opisu tego, co wydaje
się najważniejsze. Czytelnik uważny może, zatem, zadać następujące pytania:
dlaczego opowiadanie o prezentacji Jezusa nie zawiera w sobie opisu tego
zdarzenia? Podobnie: dlaczego nie zawiera opisu oczyszczenia Maryi? Skoro autor
tyle razy zapewnia, że wszystko dokonuje się zgodnie z prawem, dlaczego nie
zamieszcza opisu tego zdarzenia, by ostatecznie nas zapewnić, że naprawdę tak
było? Skoro wszystko jest zgodne z prawem, co oznaczają napięcia związane z
przepisami prawa dotyczące wersetu 22 – kto ma być oczyszczony oraz co oznacza
prezentacja Jezusa? W wersecie 39 jest napisane, że „wypełnili wszystko według
prawa” – zatem, co wypełnili? Jaka jest rola „dominujących” postaci w narracji:
Symeona i Anny? W jaki sposób ich działanie wiąże się z tematem prezentacji i
oczyszczenia? Jaka jest relacja między posłuszeństwem wobec przepisów prawa a
prezentacją i oczyszczeniem? Równie intrygującym pytaniem jest kwestia jeszcze
bardziej zasadnicza: dlaczego prezentacja Jezusa jest umieszczona w kontekście
oczyszczenia?
Zwróćmy uwagę jak różne są te
pytania od tych, których byśmy się spodziewali po innych metodach analizy. Nie
zadajemy pytań historyczno-krytycznych: czy rzeczywiście tak było? czy jest to
możliwe, że oczyszczenie matki jest powiązane z ofiarowaniem dziecka Panu?
jakie w tym czasie obowiązywały przepisy prawa regulujące te kwestie? być może
Łukasz nie znał ich dobrze? a może świadomie je zmodyfikował? czy jest możliwe,
żeby jakaś prorokini przebywała często w świątyni jerozolimskiej? czy są takowe
przykłady poza Biblią? czy mamy dane historyczne o postaci Symeona? etc.
Nie interesuje nas także krytyka źródeł z jej
zainteresowaniami: skąd św. Łukasz czerpał informacje o zdarzeniu? z jakiej
tradycji pochodzi hymn Symeona z ww. 29-32? czy pochodzi z tradycji ustnej czy
jest kompozycją Łukaszową? czy mamy jakieś analogie w innych dziełach
literackich biblijnych i pozabiblijnych? Czy proroctwo z ww. 34-35 jest dziełem
redakcyjnym Łukasza czy może pochodzi z tradycji ustnej? Formgeschichte
poszłaby krok dalej: Jeśli te fragmenty nie są Łukaszowe, co mówią nam o środowiskach,
z których pochodzą- jakie Sitz im Leben posiadają? jaki był proces od ich
powstania do zamieszczenia w ewangelii? jaki mają gatunek literacki? hymn
Symeona pochodzi z tradycji prorockiej czy może z liturgii? do jakiej reakcji poszczególne
fragmenty wzywają czytelnika? jak moglibyśmy zakwalifikować gatunek literacki
całego opowiadania?
Krytyka redakcji podjęłaby temat z nieco innej
strony: jaka myśl autora kryje się za jego redakcją poszczególnych elementów
tradycji, które otrzymał? jakie charakterystyczne cechy jego teologii są obecne
w opisywanym fragmencie? co łączy ten fragment z resztą ewangelii? jakie inne
fragmenty odpowiadają tematycznie scenie ofiarowania Jezusa?
Nie zadajemy tych wszystkich pytań, bynajmniej nie
dlatego, że są nieważne. W pewnym sensie w naszej dotychczasowej analizie,
wykorzystywaliśmy przecież rezultaty badań innych metod badawczych. Nasze
rozważania o oczyszczeniu i prezentacji Jezusa wiążą się z metodą
historyczno-krytyczną. Kiedy dostrzegliśmy, że scena z Symeonem i druga z Anną
posiadają swoją charakterystykę, postępowaliśmy wedle metod krytyki źródeł.
„Refren” opowiadania- postępowanie zgodne z prawem, jest być może redakcją
Łukaszową. Jednakże nie zajmowaliśmy się tymi kwestiami szczegółowo, ponieważ
pytania „narracyjne” mają inny charakter. Dotyczą kwestii następujących: co
jest głównym problemem w tekście do rozwiązania? jaki jest główny wątek
poruszony w historii? jakie jest jego rozwiązanie? czy głównym wątkiem jest
rozpoznanie postaci czy rozwiązanie problematycznej sytuacji (plot of
resolution or plot of revelation)? jaka jest rola poszczególnych detali tekstu,
czasu, miejsca akcji? jak są zaprezentowane postacie? które działanie jest
najważniejsze? która postać jest najważniejsza? jakie jest znaczenie tekstu? co
jest jego szczególną charakterystyką? Skoro został napisany posiada swoją
wyjątkowość, która go wyróżnia od wszystkich innych perykop w ewangelii. W jaki
sposób funkcjonuje ów fragment w micro- i macro-kontekście? jak jest powiązany
tematycznie z ewangelią dzieciństwa Jezusa i z całym dziełem Łukasza?
Wróćmy do rozważań na temat Łk 2,22-40 i do pytania
głównego: co jest prezentacją i oczyszczeniem? Owszem, Jezus jest przedstawiony
Panu (czasownik grecki paristemi, w.22 oznacza: oddać do kogoś dyspozycji, zaprezentować,
przedstawić, ofiarować, zademonstrować, a także być obecnym) ale także
czytelnikowi. Symeon i Anna prezentują nam słowem i czynami kim jest Jezus. W
pierwszych rozdziałach ewangelii Łukasza jest to najbardziej kompletna
prezentacja, charakteryzacja Jezusa. Co więcej, jest to jedyny fragment w całym
dziele, gdzie o Jezusie świadczą dwie postacie. Jest to też pierwszy fragment u
Łukasza, gdzie misja Jezusa jest przedstawiona w sposób wyraźny jako misja
uniwersalna, do wszystkich narodów. Jezus jest Mesjaszem, którego cechy są
podane explicite, a także jego los proroka, który jest nie tylko rozpoznany,
ale także odrzucony. Jest również oczyszczenie! Miecz, który przeszyje duszę
Maryi może być interpretowany na wiele sposobów. Jednakże, jest formą
oczyszczenia również, ale nie rytualnego. Maryja zostaje jakby „oczyszczona” z
wyobrażeń na temat swego Syna. Wraz z nią również czytelnik rozumie od samego
początku ewangelii, że mesjasz jest mesjaszem pokornym, a nie triumfującym
politycznie wybawcą. Tym samym prezentacja Jezusa jest zarazem „oczyszczeniem” ludzkich
wyobrażeń o Nim. Symeon i Anna mogą symbolizować oczekującego Izraela, Jezus
jest wypełnieniem oczekiwań Starego Testamentu, jego przyjście jest „zgodne z
prawem”, ale nie jest zgodne z tą interpretacją tego prawa, które Go odrzuciło.
Być może z tego powodu św. Łukasz nie oddaje w stu procentach wiernie
żydowskich zwyczajów oczyszczenia i prezentacji dziecka w świątyni. Ewangelista
wykorzystuje jako tło prawo, Jerozolimę, świątynię, obrzędy żydowskie, czyli
„esencję” ich religii, by pokazać dużo ważniejszą rzecz odnoście tego, kim jest
Jezus. W Nim znajdujemy wypełnienie oczekiwań mesjańskich zgodnie z prawem, ale
On sam zarazem jest Kimś większym niż samo prawo. Nie ma potrzeby opisywania
rytu „ofiarowania” Jezusa w świątyni, ponieważ On od początku jest, był zawsze z
Ojcem (wszak mówi o tym wprost w następnej scenie – Łk 2,49). Więź Jezusa z Ojcem jest ważniejsza niż akt ofiarowania
(być może dlatego też nie ma mowy o ofierze pięciu szekli). Natomiast, co jest
ważne – Jezus nie przyszedł obalić prawo, ale je wypełnić. Jest Mesjaszem
wypełniającym prawo, ale zarazem opierającym się jego ówczesnej interpretacji.
Gdybym miał wskazać jedną naczelną regułę
„narracyjną” byłoby to: „the narrative is the meaning”, opowiadanie jest
znaczeniem. Innymi słowy, należy czytać tekst uważnie i nie szukać żadnego
ukrytego sensu poza nim. Narracja tworzy pewien świat, w którym czytelnik
powinien się dobrze orientować, czytać go wnikliwie. Jest niezwykle istotne, co
jest opisane i jak jest opisane, co jest głównym problemem w tekście i co jest
jego rozwiązaniem. Całość relacji między poszczególnymi elementami obecnymi w
danej narracji składa się na sens opowiadania, który jest tym, co chciał nam
przekazać autor, a także tym, co mówi do nas Pan Bóg.
Ponad wszelką wątpliwość, nasza wiara, teologia i
Kościół potrzebują biblistyki, czyli po prostu rzetelnej refleksji na temat
Słowa. To nie jest tak, że potrzebujemy „wlania ducha w trupa biblistyki”, jak
to wynika z cytatu początkowego. Nie potrzebujemy również jakiejś syntezy
duchowości z nauką. Potrzebujemy tego, o czym mówił ks. Krzysztof Grzywocz, że
Kościół potrzebuje dobrej teologii, dobrej duchowości, dobrej psychologii, ale
także dobrej biblistyki, które się wzajemnie warunkują. Bez tej ostatniej
ryzykujemy zawsze nadmierną „spirytualizacją” Pisma. Z drugiej strony,
oczywiście, nadmierna naukowość grozi wypłukaniem Słowa ze zbawczej treści. Żadna
z metod analizowania Biblii, nie jest efektem mody panującej w danym momencie
historycznym, ale wyrazem przekonania, że każda epoka posiada nowe wyzwania, na
które trzeba odpowiedzieć. Z tego powodu różne metody biblijne powstające na
przestrzeni dziejów, posiadają swoją ewolucję i rozwój, nieuniknione
ograniczenia i niezaprzeczalne atuty. Również ostatnia z nich – narratologia,
jest kolejnym etapem w lepszym rozumieniu tego, co Pan Bóg chce nam powiedzieć
dzisiaj. Zatem: „nie bój się, Drogi Czytelniku, biblistyka nie jest straszna”.
ks. Wojciech Wasiak luty
2018
[1] G. Rafiński, Tajemnica osoby św. Pawła, Christianitas Antiqua vol. III (2010), 37.
[2]
Krótką notkę biograficzną ojca Lyonnet’a sporządził ks. prof. W. Chrostowski,
który wypowiada się z wielką estymą o swoim profesorze:
[3] Por. M. A. POWELL, What is Narrative Criticism? (Minneapolis
1990).
[4]
Obecnie, jednak, ta teoria jest mocno modyfikowana; por. J.L. Ska,
Introduction to Reading the Pentateuch
(Roma 2006), 127-161.
[5]
Nie znam niestety żadnego podręcznika do narratologii biblijnej w języku
polskim. Podaję, natomiast, podstawowe pozycje w języku angielskim i jedną we
włoskim: R. Alter, The Art of
Biblical Narrative (New York 1981); M. A. POWELL,
What is Narrative Criticism? (Minneapolis 1990); D. F. TOLMIE, Narratology and Biblical Narrative: a Practical Guide (Atlanta
1998); J. L. SKA, Our
fathers have told us (Roma 2000); J. L. RESSEGUIE, Narrative Criticism of the New
Testament (Grand Rapids 2005); D. MARGUERAT – Y. VAN BOURQUIN, Per leggere i racconti biblici (Roma 2011).
[6]
Pierwsza monografia poświęcona w całości tej perykopie ukazała się dopiero w
roku 2016 i jest doktoratem obronionym na Biblicum: A. G. SERRANO, The Presentation in the Temple. The
narrative Function of Lk 2:22-39 in Luke-Acts (Roma 2016). Wbrew autorowi,
skłaniam się do włączenia wersetu 40 do perykopy.