Między buntem a rezygnacją
ścielą się miriady odcieni
jak jesienne liście
Czyż to nie zastanawiające?
bunt, sam w sobie
bunt, to zaangażowanie w życie
które znosi jego akceptację
jest doprawdy daleko
na samym krańcu
bynajmniej nie jest bestią
czyhającą w zaroślach
na jeden tylko fałszywy krok
by runąć znienacka
Podobnie jest z rezygnacją
z tą akceptacją życia
która znosi jakąkolwiek formę
zaangażowania w nie
Zbliżania się do niej
nie da się przyrównać
do kroczenia ku przepaści
ale jeśli już
to do bagnistej łąki
w którą można się osunąć
dopiero po serii fałszywych ruchów
Między buntem a rezygnacją
ich rozpaloną czerwonością
i bezkresną szarością
mieszczą się różnorodne odcienie
rzeczy codziennych
Bo
Za każdym razem, gdy świat
przekracza granicę naszej skóry
znajduje jakiś zakamarek duszy
w którym zostawia
Liść
liść, który ma swój odcień
liść, który sam w sobie
jest niczym
Gdy ja przekraczam granicę mojej skóry
odbywa się to samo misterium:
biorę liść
i umieszczam go gdzieś w swoim wnętrzu
Bunt i rezygnacja nie są pierwotne
biorą się z nieporządku liści
z zakłócenia
świętej równowagi codzienności
To, co otrzymuję od życia
to, co daję życiu
mieści się w miriadach odcieni
liści jesiennych
marzec 2017, Rzym
