Na dnie serca

 Chciałbym
uczynić z serca
duży, wolno zniżający
się ku spodowi
lejek
i spojrzeć na niego
z góry by
zobaczyć ku czemu
zmierza

Nie wiem tylko
co chciałbym albo mógłbym
tam głęboko
na dnie
przez okno
serca
kiedyś
zobaczyć

Może
łzę
Czyjąś
wylaną
gdy mnie
nie ma

a może
moją
łzę
spływającą
w pogoni
za Kimś

albo
posturę Czyjąś
a w niej mój kontur
kształt
utkany z mojego żebra
albo z dłoni
będący
jakby moim terytorium
zamorskim
gdy oceany
będą mnie
oddzielać
od Kogoś

a może
ważniejsze jest
odnaleźć
między moimi żebrami
i pielęgnować
kontur Czyjś

Czyż nie byłoby też pięknie
zobaczyć na dnie
spojrzenie Czyjeś
przenikliwe - by zobaczyło
prawdę moich dziwactw
i wyrozumiałe - przed którym
nie musiałbym udawać,
spojrzenie
które byłoby
potem
przystanią
moich myśli
zbłąkanych?

W każdym razie
wszędzie pojawia się
dystans
Czy zatem
bez niego
można sobie w ogóle
wyobrazić
miłość?
Czy miłość
nie jest czczeniem,
celebrowaniem
dystansu
do osoby kochanej
(jako jej elementu
istotnego)?

I czy można go
nazwać zatem
dystansem pozornym?
a miłość samą
Boskim przedsionkiem
wiecznego spełnienia?

sierpień 2017, Rzym

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *