Morza

Nigdy Ci tego nie mówiłem
ale…
mam własne morze.

O – grom – ne!
nie ma brzegów, nie ma plaż
a żeglować po nim można
bez końca – zawsze!

Przypomina zalew na Solinie
bo unieruchamia wszystko poniżej:
domostwo Heimatu
ciżby, uliczki, zaułki
– całe miasto na dole
wszystkie place, knajpy, kościoły
grudy ziemi marnej, jary szczeliniaste
i łąki bagniste

Nawet najwynioślejsze drzewa
i najdostojniejsze wieże dzwonnic
nie zmącą
gładkiej jak lustro tafli wody

Wszystko poniżej zamiera, zastyga
w intensywnym i wyczekującym bezruchu
zawsze wtedy, gdy
wypływam
co staram się czynić cyklicznie

Ileż majestatu jest w tej żegludze!
i nie trzeba map spłaszczonych
– mają zawężoną perspektywę
busoli wiążącej, co wyznacza kierunek
– tak, jakby już był znany

trzeba…
otworzyć oczy na przestrzał
– muszą się mienić, błyskać
podnieść czoło jasne
– ono ma sprostać horyzontowi
wygładzić zbolałe kości
i wysubtelnić popękaną skórę balsamem
by móc chłonąć i przenikać Głębię

Dzięki wiatrom raczej stałym
horyzont jakby wciąż ten sam
staje się zaskakująco zmienny
bo bardziej i bardziej wyrazisty
i to w nim jest Głębia
która przyzywa głębię poniżej
nie hukiem, ale szumem!

Szumi wiatr, szumi też morze!
może nawet to jeden szum wszechwładny
który daje odczuć majestat ruchów Nieba
i cichą potęgę morskich nurtów szumiących
to ona rytmicznie pobudza pląsy koron drzew
i kołysze miarowo dzwony dzwonnic
wpada do ciżb domostw
– nawet nieproszona
nawiedza uliczki, zaułki
wypełnia knajpy i kościoły
nawracając wciąż z tą samą mocą
tembr ten nie do zatrzymania
przenika grudy, jary, ziemię, niebo
przyrodę, miasta – wszystko
i tak rozsupłuje i plącze
z nitek wcześniej zebranych
myśli świetlistych warkocze

Może i Ty będziesz jego miłośnikiem
w harmonijny ton zasłuchanym?

Bo…
ten szum można usłyszeć.
Kto się zestraja z szelestem liści
temu już szumią nie tylko drzewa
ale i morze własne i morza wszystkie

Żegrze 2025 sierpień

Przy balaskach

„Być zatopionym w modlitwie”
– cóż za zwrot!
jak najbardziej trafny
w modlitwie można być „zatopionym”

bo czasem dzieje się tak
że myśl jest jak woda
Wielka i czysta woda
przy obojętnym brzegu

jest zatem morze
znajome i grzmiące
wszechwładne
i szumiące

a brzeg obojętny
musi takim pozostać
bo Głębi odpowiada prostota
przenikliwości niewzruszoność
natężeniu niezłomność

Bieniszew – Żegrze 2025 lipiec

Nawroty

W ciągłych czasu
nawrotach
wraca, co ma wrócić
przychodzi nieproszone
i nieoczekiwane
przez nikogo

Nikt prawie powracanego
nie chce
ale chciane czy
niechciane
unosi się z dala jak jastrząb
lub przygląda się z bliska jak lwica

I powraca z mocą
w przeplotach zdarzeń
w ułamkach sekund
w okamgnieniach

albo

unieruchamia wszystko
…na pewien czas
a zamykając drogi ucieczki
stawia śmiertelnych
w niezbywalnym kręgu
tych samych pytań
i jednakich odpowiedzi
które skończoność
z nieskończoność
skłębiają subtelnie

i…
tak pozostawia
i tak uczy
jak trwać w boleści
niepożądanej prawdy

Rzym – Żegrze; 2015 – 2025

Mimo prób

Mimo prób ponawianych i uporczywych,
nie mogę się opędzić
od pytań szczególnego rodzaju,
które zdają się tworzyć zupełnie osobną kategorie,
a które nachodzą człowieka nie wiadomo skąd
i nie wiadomo zupełnie dlaczego.

Nie biorą się z pragnień,
a jeśli już to tylko z pragnień ukrytych głęboko przed nami samymi.
Nie rodzą się z potrzeb,
a jeśli już to tylko z takich, które targają nami potajemnie.

Jak rozumieć ich nawroty regularne,
umykające wszelkiej znanej klasyfikacji?
Czy przychodzą wraz z aniołami, czy z diabłami?
a może z jednymi i drugimi?
czy są dyskomfortem jakiejś tajemnicy,
przeczuwanej, a odpychanej i niepożądanej?

aż wreszcie…
nie wiem i naprawdę nie wiem
czemu oczy twe zielone
i dobroć w nich złocona
rzucają blask właśnie na mnie

bo wtedy
wszystko inne znika nagle
i zupełnie nic już nie wiem

Rzym ok. 2014

Rzeczy i ludzie

Przez rzecz
(a siwi panowie
już dobrze wiedzą, czym ona jest)
można spoglądać!

Tak, tylko trzeba ją chwycić za skraj lub brzeg
i potem delikatnie odchylić
wolnym z konieczności ruchem ręki
(Siwi panowie nie wiedzą
czy to napisane dosłownie,
czy metaforycznie)

I wtedy odsłania się bogaty świat opowieści
nieme do tej pory kamienie, drewna, porcelany
stają się piewcami, bardami, poetami,
(Siwi panowie muszą
traktować to jak majaczenie!)

A kiedy wchodzisz
malutkie pozory stają się przezroczyste
i pojawia się ta inna OBECNOŚĆ
która sprawia, że wszystko wokół znika
albo
dopiero co się pojawia –
rzeczy stają się inne
słowa stają się SŁOWAMI
a ludzie…
… wirtuozami
(Siwi panowie
w ciszy opuszczają salę;
pozostaje tylko
przestrzeń
i szumi wiatr)

Roma 2013

Niepewności

Błogosławiona niepewności,
pozwól mi cię czcić
nie ulegaj moim namowom,
majakom wyciśniętym z bólu
trwaj

Bo przecież mądry Bóg
nie znosi przedwczesnych rozkwitów
i nie zniesie dystansu miłość
nawet najbardziej bliska
wśród nawałnic ludzkich dążeń
nie padnie słowo ostateczne

Bo tylko skończone rzeczy
tylko skończone naprawdę
wyda umysł, który miał swój początek

Rzym 2014

Na Krzyżu

Gdyby Pan Jezus był
przygwożdżony perspektywą śmierci
Jego życie musiałoby wyglądać
inaczej niż w Ewangeliach:

wykładałby wtedy
przyduszonym głosem
prawdy wiary
na wzgórzach

a smętny ton
Jego kazań
snułby się jak mgła
pośród kłębowiska uszu

smutno
i powolnym ruchem ręki
przytłoczony
otwierałby oczy niewidomym

a Jego
nieuczesane z roztargnienia
włosy
rozwiewałby wiatr.

Tymczasem bije z Niego
wciąż ta siła niewidzialna
i to Bóstwo skrywające się
ale potężne na Krzyżu także

i głos Jego, który mógłby być przemożny
mógłby być wszechmocny
mógłby zagrzmieć podczas wstrząsów
albo zaiskrzyć w czasie mrocznym

Ale rozbrzmiewa tylko potem, w ciszy:
„Wykonało się”
„Oto Matka twoja”
„Ojcze, w Twe ręce oddaję ducha mego”

Bóstwo, to Bóstwo odwieczne i niezmierzone
które świat stwarzało i podtrzymuje w istnieniu
którego Majestat nieprzebrany choćby ledwo odsłonięty
najbardziej opornym, zgina kolana

Gdy Syn Odwieczny jest sponiewierany
wzgardzony, bez wdzięku i blasku
gdy nie można już boleści pomieścić w sercu
i pojąć: dlaczego aż tak? czemu aż tyle mąk?

to Bóstwo nie robi nic
po prostu nic
tylko trwa
tylko JEST

niczego więcej nie trzeba

wrzesień 2023, „Górka”, Zakopane

Od ziarna (z inspiracji „Stalkerem” Tarkowskiego)

„Wszystko zaczyna się od ziarna”
– ot jedno ze zdań
które może powtórzyć nawet dziecko

Ale…
skoro jest to zdanie oczywiste
to dlaczego nie potrafimy docenić:
przelotnych mgnień duszy
małych nieopierzonych myśli
chwil ciszy spędzonych na modlitwie
jednej litery napisanej z miłością
liści spadających prosto w ręce
???

Znany jest także inny komunał
„Każdy początek jest trudny”
zatem, czemu się wstydzimy:
dziwacznych i głupich pomysłów młodzieńczych
pierwszego poematu, który wylądował w koszu
niezdarnego pierwszego pocałunku
pokracznych ruchów na ziemi nieznanej
pierwszej Straty, która zabolała niemiłosiernie
???

Tata mawiał:
(gdy nie mogłem sobie poradzić z jakimś wyzwaniem)
„jak już tego w końcu się nauczysz, to będzie to dla ciebie proste”
gawiedź podziwia cyrkowego linoskoczka,
mimo że on sam wykonując tę samą akrobację po raz setny,
już się nią męczy – z rutyny, marazmu, nudy

Wszakże
„twardość i siła to towarzysze śmierci
zwiewność i słabość są przejawami życia”
bo
„w chwili narodzin człowiek jest słaby i wiotki
w chwili śmierci – twardy i sztywny”

chciałbym wciąż nieumieć wielu rzeczy
a później
pojąć tę jedną Najważniejszą,
by móc spokojnie umierać


Wiersza początek: 2017 – koniec: 2023
(Rzym) (Żegrze)

Boże Świętej Ciszy – z inspiracji Hölderlinem

To, co Wspaniałe
i Przeczuwane
przywołuje swoich z dala

A mocny ton Jego głosu
staje się ledwo słyszalny
w uszach śmiertelnych

Mógłby być potężny
mógłby być wszechmocny
mógłby być przemożny
a zestraja się z szumem wiatru jeno

Dlaczegóż? Któż to czyni?
Czy to wrogie moce?
Czy to natura rzeczy samej?
Zdaje się, że to drugie

że to tak właśnie być musi:
wołanie wytworne i wszechpotężne w zaświatach
jest słyszalne w półtonach na ziemi

Albowiem tylko z rzadka i zawsze niespodzianie
wzburzają się tony rozstępując wody,
lub w migoczących błyskawicach iskrzy mowa,
ukazując się tylko na chwilę wybrańcom,
by potem ustąpić miejsca odwiecznej Ciszy

Nie wiadomo także do końca
cóż mają począć z wołaniem śmiertelni
czy wytężać słuch na klęczkach?
czy czekać na wysłanników Niebios?
proroków Boskiej nici rozumienia?

Głos! przecież Głos się podnosi!
choć bezszelestnie niemy
to nawołuje przecież nieprzeparcie!

do czegóż wzywają Jego namowy ulotne?
czemu służą wskazania tak nikłe?
czyż mogą śmiertelni pojąć w ogóle
ku czemu zdąża tembr ten powiewny?
czegóż oczekuje od biedaków – ziemian?

Szum, słychać szum wiatru jeno
Boże Świętej Ciszy

Rzym, marzec 2017

Czy? (z inspiracji Stalkerem Tarkowskiego)

Czy
mały liść
rzucony w niebo
to dużo?

bo oczekuję tylko jego
nie chcę
potoku słów
wiatrów aktywności
chcę
jednego,
jednego,
jednego

by na dnie nawałnic zdarzeń
zjawił się liść –
zwiewny jak zawsze
który jest na ziemi
a za chwilę może być w niebie

bo
drzewo, kiedy rośnie jest delikatne i łamliwe
aż po szczyty liści
a kiedy ma pień twardy i uschnięty, umiera
w chwili narodzin człowiek jest słaby i wiotki
w chwili śmierci – twardy i sztywny
twardość i siła to towarzysze śmierci
zwiewność i słabość są przejawami życia

Zatem zobacz
ja odsuwam
wszystkie rzeczy
na bok
i patrzę ci głęboko w oczy
powiedz:

Czy
mały liść
rzucony w niebo
to dużo?

i…
czy rzucisz liść…
dla mnie?

rozpoczęte w Rzymie na Awentynie
skończone w Poznaniu na Żegrzu
05.2017 – 06.2022