Podnóżek

Już nie muszę ganiać na krańce świata
by po raz kolejny się dowiedzieć
że biało-czarny cień odwiecznej walki
wszędzie rozciąga się równomiernie

Nie muszę już widzieć tego
czego nie mogę w pełni zrozumieć
przez szacunek dla tych wszystkich miejsc i ludzi
lepiej rozpłynąć się w słuchaniu i w myślach moich
(„wzdęte fale morza”, „kręgi gwiezdne”
ileż racji miał święty Augustyn)

Po cóż miałbym podróżować zresztą?
Ja już mam cały świat u stóp.
Opalenicę, mój Heimat
którego panem staram się być niepodzielnym

i wszystkie inne miejsce
w których przydarzyłem się później
które znaczą dla mnie tyle
ile tylko ja sam mogę wymedytować

i widzę, i odkrywam jak coraz bardziej
jestem Twoim Dzieckiem, Panie
i skaczę na Twych kolanach
i bawię się przy podnóżku
którym jest świat cały

Tak,
bo ja cały świat mam u stóp…

…Twoich, Panie.

Rzym, 28.03.2019

ISTNIENIE!

w pewnym momencie
zrozumiałem, że
jedynie TY tak naprawdę jest
a wszystko inne
tylko wraz z nim

jak na przykład:
kubek – dany od ciebie
whisky – piliśmy ją razem
miejsca – w których coś przeżyliśmy
osiągnięcia – bo były zrobione dla kogoś

klęczę w głuchym ciemnym kościele
sam
i nie mogę się nasycić
moim szczęściem
że ja JESTEM
coraz bardziej JESTEM!

Rzym, 23.01.2019

To, co widać i to, czego nie widać (contro „L’infinito” di Leopardi)

Małe, nieopierzone pączki liści
jakie życie jest piękne

Siedząc w moim pokoju
widzę przez okno tylko listki
i szczyty gałęzi
w bezbrzeżnej, nieskończonej zieleni

Nie widzę niczego więcej
Mogę się tylko domyślać
istnienia jakiegoś pnia w dole
korzenia w glebie

ale…
może ich nie ma
może nie istnieją w ogóle
może nie ma tej struktury nośnej
a zieleń samoistnie
zatacza się wkoło
i wiruje wokół

I nie pytając nikogo o zdanie
splata warkocze zdarzeń

I dlatego
uśmiech chłopca
odbity w kałuży
w której się taplał przez godzinę
nie potrzebuje wyjaśnień

Nie pytam też
skąd ta dobroć w Twoich oczach
dla mnie
biorę ją tylko w dłonie jak
błyszczącą monetę
i podrzucam w górę
w wir zieleni koron drzew

Wszystko inne przyjdzie potem
albo i nie

Przecież
nawet jeśli ktoś niezbyt rozsądny
doszukiwałby się tego co
miałoby być w dole
i gdyby rzeczywiście coś tam było
to i tak
wiotkość i słabość liści
będą zawsze bardziej powabne
niż twardość pnia
i siła korzenia

Ale póki co…
… nie istnieją

(jednak mówmy to szeptem…
by nie zburzyć grobowego spokoju…
siwych, posępnych głów od wielkich rzeczy…)

… nie istnieją!

a zieleń sama z siebie
tańczy w obłokach
a ja wraz z nią



4 czerwca 2017, mój pokój w Konarzewie