Na dnie serca

 Chciałbym
uczynić z serca
duży, wolno zniżający
się ku spodowi
lejek
i spojrzeć na niego
z góry by
zobaczyć ku czemu
zmierza

Nie wiem tylko
co chciałbym albo mógłbym
tam głęboko
na dnie
przez okno
serca
kiedyś
zobaczyć

Może
łzę
Czyjąś
wylaną
gdy mnie
nie ma

a może
moją
łzę
spływającą
w pogoni
za Kimś

albo
posturę Czyjąś
a w niej mój kontur
kształt
utkany z mojego żebra
albo z dłoni
będący
jakby moim terytorium
zamorskim
gdy oceany
będą mnie
oddzielać
od Kogoś

a może
ważniejsze jest
odnaleźć
między moimi żebrami
i pielęgnować
kontur Czyjś

Czyż nie byłoby też pięknie
zobaczyć na dnie
spojrzenie Czyjeś
przenikliwe - by zobaczyło
prawdę moich dziwactw
i wyrozumiałe - przed którym
nie musiałbym udawać,
spojrzenie
które byłoby
potem
przystanią
moich myśli
zbłąkanych?

W każdym razie
wszędzie pojawia się
dystans
Czy zatem
bez niego
można sobie w ogóle
wyobrazić
miłość?
Czy miłość
nie jest czczeniem,
celebrowaniem
dystansu
do osoby kochanej
(jako jej elementu
istotnego)?

I czy można go
nazwać zatem
dystansem pozornym?
a miłość samą
Boskim przedsionkiem
wiecznego spełnienia?

sierpień 2017, Rzym

Dawn. Salvation.

Yes, it is
it is already there
that’s what I call
„the morning coffee moment”

It is the fleeting while
of a fragile and faint balance
when the night
is not finished yet completely
and the day is not initiated
for good

But what I know already
is that the accumulated energy
of this moment
like the caffeine
in my cup, in my blood
is unstoppable

And everything
which is about to come
even the most unpredictable
and unexpected things
cannot be more than just
a consequence

Thus
Everything is now.
Right now.
Almost done.

It is like with the events of Jesus’ life:
His glorious Birth, Death, Resurrection and Salvation
They are now.
Right now.
Already done.

And so
I finished my coffee
and the time to move on has come
let’s get started

lipiec 2018, Kalisz, rekolekcje ignacjańskie

Paterson (film Jima Jarmuscha)

Wiesz co mi dajesz?
Wszystko.

Spacer powolny, uśmiech napotkanych ludzi,
drzewa wysmukłe i żółwie pływające w stawie,
który mijam

To jest nawet ciekawe zjawisko
gdy ich lśniące zbroje
ledwo wystające nad taflę wody
przemieszczają się chaotycznym ruchem

nie rozumiem ich rytuałów
czemu podpływają do siebie,
stykają się pyszczkami, wchodzą jeden na drugiego
i właściwie
po co w ogóle pływają?
ktoś to kiedyś zbadał?

Wszystko.

Nawet sandały, które kupiłem
niedawno, bo są ładne,
skórzane, czarne – zawsze chciałem takie mieć
Przypominają mi rzymskie sandały,
które pamiętam z książek historycznych
Co prawda …
nie podobają się mojemu bratu,
nie wiem dlaczego,
ale dla mnie są ładne i
takie trochę rzymskie

Nie ma Cię tu ze mną.
Widzisz
a ożywiasz wszystko.

21.08.2017, Roma – Villa Doria Pamphili

Liście

 Między buntem a rezygnacją
ścielą się miriady odcieni
jak jesienne liście

Czyż to nie zastanawiające?
bunt, sam w sobie
bunt, to zaangażowanie w życie
które znosi jego akceptację
jest doprawdy daleko
na samym krańcu
bynajmniej nie jest bestią
czyhającą w zaroślach
na jeden tylko fałszywy krok
by runąć znienacka

Podobnie jest z rezygnacją
z tą akceptacją życia
która znosi jakąkolwiek formę
zaangażowania w nie
Zbliżania się do niej
nie da się przyrównać
do kroczenia ku przepaści
ale jeśli już
to do bagnistej łąki
w którą można się osunąć
dopiero po serii fałszywych ruchów

Między buntem a rezygnacją
ich rozpaloną czerwonością
i bezkresną szarością
mieszczą się różnorodne odcienie
rzeczy codziennych

Bo
Za każdym razem, gdy świat
przekracza granicę naszej skóry
znajduje jakiś zakamarek duszy
w którym zostawia
Liść
liść, który ma swój odcień
liść, który sam w sobie
jest niczym

Gdy ja przekraczam granicę mojej skóry
odbywa się to samo misterium:
biorę liść
i umieszczam go gdzieś w swoim wnętrzu

Bunt i rezygnacja nie są pierwotne
biorą się z nieporządku liści
z zakłócenia
świętej równowagi codzienności

To, co otrzymuję od życia
to, co daję życiu
mieści się w miriadach odcieni
liści jesiennych

marzec 2017, Rzym

Spojrzenie

Wiele rzeczy można było
zrobić lepiej
ale kto by się nad tym zastanawiał?

Wielcy ludzie – Freud, Heidegger i inni
mają swoje ważne sprawy
nie zamierzamy im przeszkadzać

Kiedyś miałem uroczą maskotkę
misia – zupełnie niepotrzebnie
wydłubałem mu pewnego razu oczy

Raczej w kategorii żalu
umieściłbym uczucie pozostałe
po zrzuconych pelargoniach z parapetu
i po paru zbitych piłką szybach

Innym razem
wrzuciliśmy mirabelki
przez otwarte okno gabinetu dentystycznego
podczas zabiegu
- to nie było do końca rozsądne

Były też drobne poruszenia duszy
takie czyste, niewinne i piękne
że chciałoby się, żeby trwały długo
ale one zawsze trwały krótko

A wyłuskane z marzeń sennych ideały
jakoś nigdy nie imały się rzeczywistości do końca
Może je zdradziłem? Byłem im niewierny?
Starałem się niewystarczająco?
Żaden z duchów w mojej głowie
nie stawia już tych pytań

Wiele rzeczy można było zrobić lepiej
na pewno
- no i co z tego?

Panie Jezu,
daj mi to spojrzenie, którym patrzyłeś
na apostołów, ślepców i grzeszników
bym wiedział co począć
z listowiem
rzeczy
nazbyt łatwo
widocznych.

Rzym, marzec 2017

Miasto na dole

Jawi się jako spokojne kłębowisko
ludzie w samochodach, na ulicach, placach
komponują się w konstelacje
niebo, światła różnorakie muskają ten ruch neutronowy
który wytwarza ludzka twórczość

Oni
raczej tego nie widzą
może nawet klną pod nosem na przechodnia obok
że ktoś depcze czubek ich buta
między grudami zmarniałej gleby
nie słyszą i nie czują
że tuz obok z boku i w górze
wzbija się w niebo kometa jedna za drugą i umiera
a drzewo niewidzialne koronami liści
wyłuskuje z nieboskłonu warkocze świetliste

My musimy im to powiedzieć
że pod chmurnym horyzontem są piękni
że w ich ruchach szarpanych jest taniec

Ty który widzisz
będziesz ich prorokiem
w chłodne wieczory witanym
i wypędzanym zarazem

gdzieś nad Europą, kwiecień 2015

W prześwitach

Czasami dzieje się tak,
że jesteś bardzo pochłonięty
i nie wiadomo do końca czym
kłębią się myśli w twej głowie
sens i cel jest przeczuwany tylko mgliście

a za oknem na gałęzi siada
między skowronkami, no właśnie,
nie wiadomo do końca kto- on, On, Coś, coś
nie ważne, w każdym razie siada
między skowronkami na gałęzi, za oknem
tak niewidocznie, spokojnie
i patrzy wraz z nimi, śpiewa
może nawet wtedy jest wiosna
i gałąź zielona, rozkwitająca

Ale ty nie widzisz skowronków
i tym bardziej tego nie wiadomo czego,
które wśród nich zasiada

Czasami dzieje się tak,
że jesteś skrępowany w swoim działaniu
i wiesz dokładnie czym,
ale to nie pomaga w niczym
i nie możesz robić, czego chcesz

a w kominku między iskierkami
pojawia się znowu to coś, Coś, On, on,
nie wiadomo co do końca,
ale to nie iskierka na pewno,
choć też jak one skacze, tańczy
i sprawia nastrój
i jest tutaj między nami
i naprawdę już tu jest

Ale ty nie spoglądasz w kierunku kominka,
iskierek, tego czegoś, Kogoś, a nastrój
sam sobie sprawiasz

Często jesteś zamknięty
i nie widzisz tego, nie wiadomo czego, Kogo
gdybyś był ubogi w duchu
poczułbyś tę pustkę innego rodzaju,
przed którą wciąż się wzbraniasz,
a która jest przedsmakiem pełni

Ubogi w duchu to ten,
który usuwa z siebie to, co w nim jest,
by przygotować się na to, na co nie da się przygotować
na to coś, Coś, Kogoś, kogoś…

2010, Poznań

Skrzydło

Wczoraj u mego
prawego boku
wyrosło mi skrzydło.

Bardzo ładne skrzydło
i do tego duże.
Z pięknymi, białymi jak śnieg
piórami. Wspaniałe
i szlachetne.
Takiego skrzydła jeszcze
nie widział świat.

Ale dlaczego Bóg
dał je akurat mnie?
Czyżby moje życie było
aż tak doskonałe?
Być może moje czyny
były czystą realizacją
Jego woli?
Być może jestem wzorem
dla innych?

Ale gdzie ja teraz
dostanę ubrania na takie
skrzydło? Przecież
będę wyglądał nieciekawie
z jednym tylko skrzydłem.

A już wiem! Bóg już
teraz stawia mnie na
równi ze świętymi.
A tam ze świętymi… Na równi
z aniołami. Już niedługo
dostanę drugie skrzydło.

Ależ wspaniale. Już niedługo
opuszczę ziemski świat,
niewolę ciała
i zamieszkam w niebie obok
aniołów, takich samych ja.
Lecz najlepiej będzie jak
spytam o to samego Boga.

– Boże, Ojcze mój
proszę Cię powiedz po co
zesłałeś mi to skrzydło?
Czy jest ono zalążkiem
nieba, do którego
mam trafić?
Czy zasiądę obok aniołów?
Proszę Cię, Boże, odpowiedz.

– Zaprawdę, zaprawdę
powiadam ci…
dałem ci to skrzydło po to
abyś jednym jego ruchem
mógł łatwo i przyjemnie
podrapać się za uchem.

Grudzień 2002, Opalenica, pierwszy wiersz